Biały Królik w Gdyni – restauracja dla świadomych smakoszy

O naszym wyjątkowym i bardzo magicznym pobycie w Quadrille Conference & Spa pisałam już TU.  Dzisiaj przyszedł czas na restaurację Biały Królik, która znajduję się w Pałacu Quadrill w Gdyni Orłowie.

Arcydzieło na talerzu

Chciałabym na wstępie zaznaczyć, że z natury nie jestem wybitną fanką, tym bardziej znawcą, kuchni ekstrawaganckiej lub/ i autorskiej.  Jednak ciężko nam było się opamiętać i nie spróbować. Daliśmy się ponieść fantazji panującej w Quadrille i potrzebowaliśmy więcej, aby bardziej poczuć ten magiczny świat. Tym razem, smakując go.

Biały królik pod sufitem

Wystrój w restauracji Biały Królik nawiązuje do tematyki jaka panuje w całym Pałacu Quadrille Conference & Spa czyli Alicji w Krainie Czarów. Ze ścian spoglądają na nas postaci ze świata dziwów, pod sufitem “latają” białe króliki, a na parapetach przewracają się kartki starych ksiąg. Restaurację raczej zaliczyłabym do tych przez duże “R”, ale nie tych minimalistycznych, smutnych i pustych. Wyróżnia się ciepłem i otwartością. Nakryte już stoliki białymi, wykrochmalonymi obrusami, pozastawiane lśniącymi kieliszkami zapraszają gości w nieznany świat odkrywania nowych smaków. Nienachalnie wciąż obecny, przemiły kelner ze stoickim spokojem i niewymuszonym uśmiechem tłumaczył dania, smaki oraz pochodzenie win. Panująca tu atmosfera wprowadza w stan zniecierpliwienia … Z niecierpliwością oczekuje się na zaczarowane i bardzo niebanalne dania.

Arcydzieło na talerzu

“Gotujemy według tego, co daje nam natura” słowa szefa kuchni pana Marcina Popielarza. Quadrille Conference & Spa prowadzi własny ogródek zielarsko-warzywny, który z pewnością dodaje potrawą autentyczności i wyrazistości. Jednak najważniejszy jest kunszt samego szefa kuchni oraz jego umiejętności i oryginalność. Po dość długim studiowaniu menu, przyznam, że miałam niemały problem z wyborem. I to nie dlatego, że nie mogłam się zdecydować, a raczej zrozumieć niektórych pięknych francuskich słów. Po kilku chwilach zdecydowaliśmy. Mario postanowił spróbować zupy z kurek i ozorów cielęcych (35,-), która była chyba najlepszą zupą jaką w życiu jadł. Skoro stwierdził, że lepsza od mojej pomidorówki, no to najlepsza na świecie 🙂 Niestety się nie skusiłam, wciąż strach przed ozorami, ale wiem, że wkrótce, szybciej niż mi się wydaję, będę musiała spróbować. Na główne danie prosimy o grzyby z jajecznym patè z ziemniakami z nasionami szałwii (35,-) oraz okonia morskiego z sosem maślanym i czarnym ryżem (45,-). Mario znów zachwycony, twierdząc, że najprawdziwsza ryba jaką jadł. Ja, natomiast znów podłamana, że to jednak nie ta, którą robiłam w domu w zeszłym tygodniu. Zdecydowanie mamy ochotę  na więcej , tym razem więcej słodkości. Zamawiamy lody z płatków róży z wędzoną białą czekoladą (28,-) oraz tartę z czereśni z lodami z kwiatów bzu i czekoladą z palonym sianem (30,-). Suma sumarum, nie będę mieć do małżona pretensji o przegraną z samym panem Popielarzem. Dla nas absolutny mistrz. Niby polska kuchnia, a jakby inna. Niby inna, a prawdziwie polska. Dziękujemy za poszerzenie naszych skromnych horyzontów smakowych. My wrócimy, a Wam polecamy!!!

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *