Zagroda Śledziowa – czyli raj dla miłośników śledzia niedaleko Ustki

Dostaliśmy wolne od rodziców, a raczej od dziecka 🙂 Dziadkowie zabrali młodego na noc. Nie będę ukrywać, nie oponowałam zbyt długo. Chyba nawet wcale. Szybka decyzja o tym gdzie jedziemy. Wiedzieliśmy, że musi być blisko bo rano trzeba wracać. Zerkam na moją tajną listę fajnych miejscówek, które marzy nam się odwiedzić. Porozumiewawcze spojrzenie. Szybki telefon, no to jedziemy.

Zagroda śledziowa

Jest takie miejsce, gdzie czas płynie wolniej, pogoda jest zawsze tą odpowiednią i nigdy nie jesteś głodny. Miejsce, które nie jest Twoim domem, ale czujesz się członkiem rodziny. I w końcu miejsce, w którym nie tylko wypoczywasz, ale i uczysz się.

Czworoboczna chłopska zagroda z 1832 roku została zaadoptowana pod muzeum śledzia, pensjonat oraz ‚tawernę’, gdzie można zdegustować śledzia i zapić go odpowiednim płynem, tudzież wodą, jak kto woli. Miejsce absolutnie prawdziwe, bez naciągnięć i zbytecznych kolorów. Właściciele odbudowali zagrodę bardzo starannie, dbając o to, aby oryginalne materiały nie uległy zniszczeniu. Całość prezentuje się niebywale klimatycznie. Przechodząc przez bramę wejściową, czujesz ten klimat, ten blues. Trochę jakbyś się przeniósł w czasie, trochę jakbyś był głównym odtwórcą roli filmowej i poniekąd trochę jak śledziomaniak, który przejechał ponad sto kilometrów w niepogodzie na motocyklu (tak, jak bez młodego to obowiązkowo na motocyklu) tylko po to, aby zjeść zdecydowanie najlepszego śledzia w różnych postaciach.

Apartamenty w zagrodzie

Po wejściu na teren zagrody, gdy spojrzysz na wprost ujrzysz bardzo uroczy domek, przypominający trochę nawet dwór z XIX wieku. To w nim znajdują się apartamenty mieszkalne, a dokładnie cztery. Cztery absolutnie klimatyczne, bardzo tematyczne i niezależne mieszkanka, z których każdy ma własną nazwę : Rybie Oko, Wilk Morski, Pani Śledzikowa oraz Pan Śledzik. W ostatnim mieliśmy okazję spędzić dłuższą chwilę. Wiedziałam, że się zakocham, że wnętrze mnie totalnie zauroczy, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Wszystko tu ma swoje miejsce i czas. Wszystko jest ze sobą naturalnie połączone, tworząc tym samym spójność.

Dwupoziomowy apartament z dość stromymi drewnianymi schodami prowadzącymi na poddasze, gdzie mieści się tylko łóżko pod skosami, a na dole własna maleńka biała kuchnia z cukierkowo różową lodóweczką i kanapą, w tym samym kolorze. W niedalekiej odległości żółty fotel, na środku drewniany stół z krzesłami i nieodpalony przez nas telewizor. Najcudowniejszym elementem były okna, a raczej widok z nich. Pasące się na łące krowy i dookoła nic poza hektarami żółto-pomarańczowych pól. Tak nam się wydawało do momentu rozmowy z panem Maćkiem, jednym z dwóch właścicieli, który raczył wyprowadzić nas z błędu, nakłaniając na zamianę zachwytu nad krowami na byki, w dodatku byki geje. Tak twierdzi 🙂 Geje, nie geje, nie przeszkadza nam absolutnie. Widok piękny i do tego te firanki ‚jak u babci’. Bardzo przytulnie, słodko, bez przesady i nieziemsko klimatycznie.

Kuchnia

Wisienką na torcie było śniadanie w najpiękniejszej kuchni ever. Śniadanie przygotowane przez przeuroczą panią teściową, zasiadamy przy jednym stole z resztą gości.  Nie znamy się, a po dwóch łykach wymarzonej pachnącej kawy jesteśmy ‚ na Ty’. Choć wiemy, że czas nas nagli, przedłużamy to prawie już rodzinne spotkanie, bo tak się czujmy, i rozmawiamy dalej udając, że czas nie leci. W takiej kuchni mogłabym spędzać godziny i uczyć się najtrudniejszych potraw. Kuchnia w klimacie wiejskim, choć trochę ‚zapgrejdowana’ do wersji de lux. Wiejsko, ale nowocześnie, po babcinemu, ale ze smakiem i wcale nie twierdzę, że babcie nie mają smaku, wręcz przeciwnie. Jednak pokusiłabym się o info, że nie znam starszych pań z miętowymi lodówkami Smeg w swoich chatkach, choć nie znam wszystkich na świecie, of kors.

Na śledzika

Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić czym jest miejsce, w którym się degustuje śledzia. Nie jest to restauracja, na pewno nie bistro, bar też odpada. Trochę bliżej chyba do tawerny, ale też nie tak do końca.Miejsce gdzie degustuje się śledzika. Piękne wnętrze, niska zabudowa, całość w cegle, drewniane długie ławy, mały, choć całkiem nieźle wyposażony barek i ten mjuzik, od szant po Dżem, zachaczając o Oddział Zamknięty. Zamawiamy śledzia takiego i takiego, gdy podchodzi pan Maciek, jeden z właścicieli i zdecydowanie zmienia nasze zamówienie na śledzie smażone i wersję degustacyjną. ” Będziecie zadowoleni” rzuca i odchodzi. No i się chłopak nie mylił, byliśmy i to bardzo. I tak delektujemy się tym co cudowna mama pana Maćka zaczarowała tam w kuchni, tą muzyką, tą energią i niebanalnością miejsca. Siedzimy z właścicielem do późnych godzin wieczornych, rozmawiamy, poznajemy się. Jest miło, a nawet bardzo.

I to jest tem moment, kiedy zdajesz sobie sprawę dlaczego wybierasz takie miejsca. Nie zimne, minimalistyczne wnętrza hoteli, gdzie obsługa jest miła, a nawet bardzo i pyta czy niczego Ci nie brakuje. Odpowiadasz, że dziękuję, wszytko czego mi potrzeba mam, bo taka jest prawda i na tym kończy się Wasza rozmowa i relacja. W miejsca takich ja Zagroda Śledziowa jest inaczej. Niby czujesz się jak gość, ale nie obcy. Bardziej jak członek rodziny z dalekich stron.

Muzeum Śledzika- Herring Museum

Do muzeum wchodzimy za 0 złotych. Poznajemy historię zagrody, począwszy od pierwszych właścicieli, oglądamy stare sieci rybackie z okolic, zastawy do śledzika, stare puszki z konserwami rybnymi oraz wiele innych ciekawostek.

Dla dzieci

Zagroda Śledziowa kocha dzieci i przygotowała dla nich mini plac zabaw, domki drewniane oraz zabawki. Dodatkowych atrakcji dostarcza kilka maleńkich kociaczków oraz kuchnia letnia, gdzie spokojnie można pogrillować, czy obejrzeć film z projektora pod chmurką.

Wam szczerze polecamy, my na pewno wrócimy 🙂

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *