Porto – bardzo subiektywny przewodnik

Wybierając Porto na naszą kolejną wyprawę byliśmy nastawieni na lizbońskie klimaty. Portugalię, która rozkochała nas w sobie w zeszłym roku podczas podbijania Lizbony i okolic. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zamiast zachwytu pojawiła się nawet odrobina rozczarowania. Szczerze. I tak jak miłość do Lizbony urodziła się natychmiast po wylądowaniu, tak Porto potrzebowało chwili żeby nas przekonać. No i przekonało, co więcej rozkochało na maksa. I już wiem, że to właśnie tu będziemy wracać znacznie częściej.

Widok z mostu Ludwika I

Porto w przeciwieństwie do Lizbony, jest bardzo zróżnicowanym miastem. Tak jak Lizbona jest bardzo zaplanowana i przewidywalna, tak Porto, naszym zdaniem, szalonym dziełem artystycznym. Tutaj odczuwamy chaos, nieład, a co za tym idzie energię i niesamowitego ducha.

W tym poście zaproponujemy Wam kilka tras zwiedzania. Albo napiszemy po prostu jak zrobiliśmy to my, bo logistycznie całkiem fajnie wypadło. Sporo zobaczyliśmy, choć oczywiście zawsze mamy niedosyt. A może celowo zostawiamy coś, żeby mieć pretekst do powrotu ? 🙂

W Porto spędziliśmy 6 dni. Niby sporo, a jednak wciąż za mało, na takie miasto i jego okolice. Dodatkowo, młody w czasie podróży się rozchorował i pierwsze dwa dni spędził w domu. Ogromnym plusem podróżowania z dziećmi jest wyjazd większą ekipą, tak jak to miało miejsce tym razem. Rąk do pomocy nie brakowało. Zmienialiśmy się przy młodym, a reszta podbijała Porto.

Zanim się jednak wybierzecie do Porto, o jednym musicie wiedzieć … Miasto zbudowane jest na dwóch stromych zboczach opadających dość ostro ku rzece Douro. A to oznacza, że pierwsza część dnia będzie luźna i przyjemna, bo będziecie schodzić w dół ku rzece. Powrót zawsze będzie gorszy, bo wspinaczka jest nieunikniona. Czy trud ten, wart jest zachodu? Zdecydowanie tak. Jednak wybierając się z dziećmi, w dodatku wózkowymi, jak my, musicie się mega przygotować kondycyjnie i logistycznie 🙂

PORTO

DZIEŃ PIERWSZY

Zaczęliśmy od miejsca, które było najbliżej naszego apartamentu, a w tym wypadku był to plac Carlosa Alberto. Na placu znajdziecie pomnik ofiar I wojny światowej, pałac wicehrabiów Balsemão, pomnik gen. Humberto Delgado oraz dość ważną kawiarnię dla historii Porto – Luso Caffè. To w niej podczas wyborów prezydenckich w 1958 r. Humberto Delgado miał swoje centrum wyborcze. Stąd już rzut beretem do jednego z najbardziej rozpoznawalnych kościołów w Porto – kościół Karmelitów/Igreja dos Carmelitas.

Przyznam szczerze, że chyba momentami przygniatała nas ilość kościołów w tym mieście. Właściwie to nie wiem, czy w ogóle znajdziemy w Porto plac bez kościoła, ale ten wybitnie mnie zadziwił. Bo to właściwie dwa kościoły w jednym. Do Karmelitów przylega kościół Trzeciego Zakonu Matki Bożej z Góry Karmel. Zdecydowanie warto zajrzeć do środka. Gdy już tam będziecie przyjrzyjcie się postaciom na bocznych ołtarzach. Na nas zrobiły ogromne wrażenie, tak autentyczne, cierpiące, trochę jak z przesadzonego horroru. Gdy staniecie plecami do Karmelitów, po drugiej stronie ulicy zobaczycie plac Parada Leitâo, a tam warto wypić kawkę w Café Âncora d’Ouro ( inaczej zwana O Piolho, czyli wesz).

Podobno drugą nazwę zawdzięcza dużym zainteresowaniem studentów, którzy bardzo licznie okupują to miejsce. Mam nadzieję, że druga nazwa nawiązuje tylko i wyłącznie do zatłoczonego miejsca, a nie do tego co w głowach studentów żyje 🙂 Poza tym, pierwsza kawiarnia w Porto z energią elektryczną oraz telewizorem! Warto usiąść, fajny widok!

Wracając znów na drugą stronę ulicy, udajmy się w kierunku fontanny Lwów ( Fonte dos Leõs) i jesteśmy na placu de Gomes Teixeira, również zwanym placem Lwów. A co ciekawe, fontanna wcale nie przedstawia lwów lecz mitologiczne gryfy, taka ciekawostka.

Plac głównie słynie z wieczornych spotkań studentów. Jeśli chcesz zobaczyć w realu studentów odzianych w pelerynki niczym w Hogwartdzie, przyjdź tu po 18 🙂 No dobra, dlaczego studenci? No bo właśnie tu mieści się Rektorat Uniwersytetu w Porto! Tuż za nim, kierując się w dół Rua das Carmelitas po lewej stronie znajdziemy jedną z najsłynniejszych na świecie księgarni. Księgarnia Lello& Irmão.

To podobno tym miejscem zachwyciła się sama J. K. Rowling pisząc Harrego i przeniosła trochę tą księgarnię (głównie schody) do swojego dzieła, a dokładnie do księgarni Esy i Floresy w swojej powieści.

Podobno strojami tutejszych studentów też miała się zainspirować autorka Harrego Pottera. Dosłownie za rogiem księgarni zwróćcie uwagę na dwie uliczki, jakże ważne dla życia nocnego. Mianowicie Rua da Galeria de Paris oraz Rua de Cãndido dos Reis. W ciągu dnia najprawdopodobniej zobaczysz puste ulice. Jeśli jesteś fanem życia nocnego, wróć tu po 22 🙂 Przejść nie idzie, dosłownie 🙂

Po drugiej stronie ulicy czeka na nas piękny plac de Lisboa. Trójkątny plac łączący księgarnię Lello z Wieżą Kleryków oraz Uniwersytetem. Nie dość, że trójkątny, to jeszcze trzypoziomowy. Na piętrze – czyli dachu, mamy fajną kawiarnię z terenem zielonym i leżakami, na ‚0’ znajduje się przestrzeń handlowa i ‚-1’ podziemny parking. Będąc tu, trudno nie trafić już do Kościoła i Wieży Kleryków.

Jeden z najpiękniejsych przykładów architektury barokowej w Porto. Sama wieża ma 75 m i w momencie powstania była najwyższą wieżą w Porto. Koniecznie wejdźcie na górę ! Widok wart przejścia tych 240 stopni 🙂

Uwaga, z wózkiem się nie uda, więc albo bobo w chustę, albo na rączki 🙂 Za wejście zapłacimy 5 euraczów. Tuż pod wieża, a dokłądnie w Casa Portugesa PASTEL DE BACALHAU zjemy mega popularne i tradycyjne krokiety z dorsza !!! A do tego popijemy sobie porto, a co 🙂

Gdy staniecie tyłem do wieży Kleryków, zobaczycie spory niebieski rzeźbo-napis PORTO – fajny na fotkę, a po drugiej stronie ulicy czeka na Was piękny park z placem zabaw. Jardim da Cordoaria, czyli ogród Powroźników. Jeden z najstarszych parków w Porto.

Przechodząc przez park, zwróćcie uwagę na Pałac Sprawidliwości oraz budynek Sądu Apelacyjnego w Porto, w którym obecnie mieści się Portugalskie Centrum Fotografii. Stąd już mały skok w bok i jesteście w jednym z piękniejszych punktów widokowych w Porto, do tego z restauracją ! Horto das Virtudes i restauracja Arvore. Będąc tutaj warto wskoczyć na Rua de São Bento da Vitória i zobaczyć klasztor św. Benedykta da Vitória. Dalej kierujemy się na Rua de Ferreira Borgese, gdzie za kroków kilka dojdziemy do jednego z głównych placów w Porto, mianowicie placu Henryka Żeglarza.

Znajdziecie tu m.in. Pałac Giełdy. Obecnie jest to miejsce ważnych wydarzeń kulturalnych. W czasie naszego pobytu to właśnie tu odbywały się targi winiarskie. Jeśli oglądaliście stories na ig, to zagadka rozwiązana 🙂 (Wiemy skąd tylu przechodniów z kieliszkami na ulicach). Targ F. Borges oraz ogród Jardim do Infante Dom Henrique, gdzie znajdziecie nawet pomnik samego Henryka Żeglarza. Bezpośrednio przy placu Henryka Żeglarza, patrząc w stronę Ribeiry ciut na prawo znajduje się kościół św. Mikołaja. Na pewno go znajdziecie, obłożony jest niebieskimi azulejos 🙂 Wstęp wolny, tylko godziny otwarcia różne. Sprawdźcie przed podbojem, koniecznie. Niestety nie pomożemy, bo sami zostaliśmy wyrolowani przez przewodnika. Miejsce, które powinno być otwarte, zwyczajnie nie było 🙁

Od św. Mikołaja przechodzimy na drugą stronę ulicy i po prawej stronie ukaże się Wam jeden z piękniejszych kościołów w Porto – kościół św. Franciszka. Koniecznie zajrzyjcie do środka ! Jest co podziwiać, przy okazji, jest to jedyny gotycki kościół w Porto. A tuż obok znajdziecie kościół Trzeciego Zakonu św. Franciszka, choć nie za bardzo kumam tą potrzebę stawiania kościoła przy kościele, przyznam szczerze, ma swój klimat 🙂 Gdy przejdziecie na drugą stronę ulicy i tak całkim przypadkiem będziecie się kierować w stronę Ribeiry, koniecznie wejdźcie w Rua da Reboleira. Pod nr 55 znajdziecie Casa Medieval – jeden z ciekawszych przykładów późnego średniowiecza. Kawałek dalej, a dokładnie pod nr 59 zobaczycie Casa Torre , kolejny przykład średniowiecznego budownictwa. Idąc tą uliczką dalej, dojdziemy do Rua Alfândega, gdzie znajduje się Dom Henryka Żeglarza – miejsce, w którym podobno się narodził. No i tak właśnie doszliśmy razem do Ribeiry.

RIBEIRA

Ribeira to nic innego jak nabrzeże, tym samym jedno z najbardziej turystycznych miejsc Porto. W średniowieczu pełniło funkcje głównie handlowe. Dzisiaj podobnie, jednak bardziej w klimacie ‚czasoumilaczy’ dla turystów czytaj: restauracji i innych winiarni.

Już z tego miejsca możemy śmiało polecić mega restaurację z pysznym portugalskim jedzonkiem i mega widokiem Restaurante Farol da Boa Nova. Zaraz obok mega petarda Wine Quay Bar, ale tu już głównie na wieczorne pitu pitu przy winku. A jeśli wciąż Wam mało tego porto w Porto, zajrzyjcie do Café do Cais. Zwłaszcza zimą! Mają fajne i mocne lampy grzewcze, no i ten widok na most Ludwika I.

Idąc nabrzeżem za kroków kilka, mijając przy tym klimatyczne knajpki, dojdziemy do placu da Ribeira. Jednego z najbardziej instagramowych punktów w Porto. To właśnie tu znajdziecie te słynne kolorowe kamieniczki z wywieszonymi białymi gatkami. Na samym środku placu znajduje się słynna fontanna, a na niej rzeźba O Cube das Pombas da Paz.

Idąc dalej w stronę mostu Ludwika I wypatrujcie na ścianie małej kapliczki Alminhas da Ponte. Upamiętnia ona tragiczne wydarzenie z 1809 roku, w którym zginęło ponad 4000 mieszkańców Porto, uciekających przed wojskami napoleońskimi przez most utworzony z barek tzw. Ponte das Barcas, który pod ciężarem uciekinierów – runął.

Kierujemy się dalej w kierunku Mostu Ludwika I, choć jeszcze dzisiaj na niego nie wchodzimy. Po prawej stronie widzimy dwa kamienne filary Pliares da Ponte Pênsli (inaczej Ponte D. Maria II), które są pozostałością nieistniejącego już mostu Marii II. Teraz odbijamy delikatnie w lewo i za rogiem, a tuż przed tunelem (trudno go nie zauważyć) rozciąga się długi na 54 metry panel wykonany z azulejos Czarna Ribeira / Ribeira Negra z 1987r. Przedstawia sceny z życia mieszkańców Ribeiry. Podobno jeszcze całkiem niedawno, ta dzielnica nie należała do najbezpieczniejszych.

Generalnie teraz byłby dobry moment aby wejść na Most Ludwika I, ale my tego nie robimy. Robimy to jutro 🙂 Teraz cofamy się kilka kroków do windy Elevador da Lada lub Elevador da Ribeira, która zabierze nas w fajne miejsce, z mega widokiem na całą Ribeirę i Vila Nova de Gaia. Stąd pokonamy kilka wymagających schodków up i jesteśmy na jednej z najstarszych ulicy Porto czyli Rua de D. Hugo.

Na tej ulicy koniecznie odwiedźcie kaplicę Prawdy/ Capela das Verdades, nazwanej również Kaplicą Matki Boskiej Prawdy/ Capela de Nossa Senhora das Verdades. Idąc dalej tą samą niesamowicie klimatyczną uliczką zwróćcie uwagę na Łuk Prawdy/ Arco das Verdades.  

Teraz już nic innego jak chyba najsławniejsza katedra w Porto Sé do Porto. Ale z racji takiej, że jest już bardo poźno, nie udaje nam się wejść do środka. Właściwie to nawet bardzo nam pasuje. Dowiecie się dlaczgo 🙂 Z tego miejsca bardzo blisko już Rua de Mouzinho da Silveira, która nosi imię portugalskigo polityka, bohatera Rewolucji Liberalnej z 1820 r. Mimo, że ulica nabiera dość nowoczesny design, spotakć tu można jeszcze miejsca, które się zatrzymały w czasie troszeczku. Choćby Casa das Rolhas pod nr. 13 – kupicie tu korki do wina, a pod nr 118 kupicie flagi i proporczyki. My na dzisiaj kończymy, i tak jesteśmy w szoku, że udało się tyle zobaczyć z całą ferajną 🙂

DZIEŃ DRUGI

Zaczynamy zwiedzanie dość wysoko i w miejscu niestety często pomijanym przez przewodniki, a szkoda… Cmentarz Lapa/Cemitéiro da Lapa. Często zwany muzeum śmierci. Trochę taka mniejsza i „weselsza’ wersja francuskiego cmentarza na Montmartre. Miejsce absolutnie typu ‚must see’ !!! Gdy tam traficie, zrozumiecie dlaczego.

Stąd mamy już blisko do kościoła Świętej Trójcy/ Igreja da Trindade. Często zapominany i pomijany bo biedny schowany jest przez Ratusz miejski/ Câmara Municipal do Porto.

Tym samym rozpoczynamy zwiedzanko jednej ze sławniejszych i najbardziej reprezentacyjnych ulic w Porto – Avenida dos Aliados.

A wiecie, że to właśnie na tej ulicy znajduje się podobno najpiękniejszy McDonald’s na świecie? Rzeczywiście różni się od standardowych McDonald’s, ale żeby najpiękniejszy? Szczerze nie sądzę. Ale warto tu zajrzeć. A już na pewno, nie możecie pominąć Café Guarany. Jest jedną z najstarszych kawiarni w mieście, serwuje wspaniałe wino, widok i ciekawe wnętrza, którego autorem jest H. Moreira.

Schodząc w dół Avenida dos Aliados, dojdziemy do Praça da Liberdade, czyli placu Wolności, który bardzo nam przypomniał paryskie Pola Elizejskie.W centralnej jego części trudno nie zauważyć pomnika Króla Piotra IV, a schodząc z placu napotkamy na pomnik Gazeciarza/O Ardina.

Po drugiej stronie ulicy zwróćcie uwagę na hotel InterContinental Porto. Jeszcze niespełna 10 lat temu w tym budynku znajdował się Pałac Cardosas/ Palácio das Cardosas. Pierwotnie należał do klasztoru Convento dos Loios ou de Santo Elói. Później, gdy zakon rozwiązano, Pałac zakupił Manuel Cardoso dos Santos i zrobił sobie swoją rezydencję. Przy gazeciarzu skręcamy w lewo i jesteśmy w kościele św. Antoniego/ Igreja de Santo António dos Congregados. Ciężko go nie rozpoznać. Żółto-niebieskie azulejosy 🙂 Na szczycie fasady znajduje się figurka św. Antonigo, a ołtarz zdobią obrazy przedstawiające sceny z jego życia.

Wystarczy przejść na drug stronę ulicy i mamy jeden z najpiękniejszych dworców świata – Estação de São Bento. Absolutnie obowiązkowy punkt programu. Jego wnętrze ozdabia ponad 20 tysięcy płytek azulejos, a ich autorem jest Jotge Colaço. Ułożone są tak aby opowiadać historię. Bitwę pod Arcos de Valdevez, przybycie króla Jana I z Filipą Lancaster do Porto. Ale nie tylko historia. Sceny z życia codziennego, np. zbiory winogron w dolinie Douro.

Z tego miejsca kierujemy się na Rua de Santa Catarina, gdzie pierwszym miejscem, do którego pędzimy jest kościół św. Ildefonsa/Igreja de Santo Ildefonso. Piekny kościół wyłożony 11 tysiącami biało-niebieskimch płytek azulejos, które przedstawiają sceny z życia św. Ildefonsa oraz sceny biblijne.

Wracamy na Rua de Santa Catarina i powiem Wam, że jest to nasza na tyle ulubiona ulica, że wracamy nią najczęściej, choć wcale nie jest nam najbliższa. Tutaj warto zobaczyć Café Majstic, najsłynniejszą kwiarnię w Porto z 1921r. Jeden z najpiękniejszych przykładów secesji w Porto, który niegdyś był osiągalny tylko i wyłącznie dla elity. Dla miłośników Harrego Pottera informacja następująca: to tutaj J.K. Rowling miała rozpocząć pisanie pierwszych rozdziałów „Harry Potter i Kamień filozoficzny”.

Oprócz Zar, Bershków i innych outfitów znajdziemy kilka fajnych lokalnych knajpek serwujących całkiem zjadliwą francesinha :))) Czyli typowe portugalskie danie – oprócz chleba, steaku, szynki, najlepiej dwuwarstwowej, powinna zawierać jeszcze dwa rodzaje kiełbasy oraz sera, a wszystko to powinno uwieńczać zupa piwna dookoła i nad 🙂 Czytaj kanapka ta zanurzona w tej piwnej zupie. Warto spróbować, choć nie zaprzyjaźniliśmy się z panią francesinhą.

Będąc na Rua de Santa Catarina, trudno nie zauważyć najbardziej klimatycznej kaplicy ever – Kaplicy Dusz/ Capela das Almas. Kaplica Dusz została wybudowana w XVIII wieku, ale dopiero w 1929 roku pokryto ją z zewnątrz 15 947 pięknych azulejos przedstawiających momenty z życia św. Franciszka z Asyżu i św. Katarzyny. Miejsce absolutnie w klimatach portugalskiej duszy.

Na tym kończymy nasz mega intensywny dzień. Sama nie wiem jak udało nam się to wszystko ogarnąć jdnego dnia z dwójką dzieci, wózkami i innymi wyposażeniami. Serio, Porto nie jest łatwe dla wózków, nie tylko tych dziecięcych. Weźcie to pod uwagę.

DZIEŃ TRZECI

Katedra Sé

To ona była najważniejszą świątynią- świadkiem ważnych wydarzeń w Porto, jak i całej Portugalii. To właśnie tu król Jan I poślubił Filipę Lancaster i to właśnie tu ochrzczono ich syna Henryka Żeglarza. Będąc tu nie możecie odmówić wejścia do środka. Na szczególną uwagę zasługuje kaplica Matki Bożej z Vandomy, która to (matka Boża) widnieje w herbie Porto. Warto zobaczyć krużganek wykonany w bardzo gotyckim stylu z elementami moich najukochańszych azulejos. Zakrystia również robi wrażenie. Szczególnie te freski!!!

Po wyjściu z katedry odpocznijcie chwilkę przy fontannie Michała Anioła/ chafariz de São Miguel, a potem udajcie się do Pałacu Biskupiego/ Paço Episcopal do Porto na placu Terreiro da Sé oczywiście. Nie zapomnijcie o neomanuelińskim pręgiarzu/ pelourinho z 1797 roku. Warto zobaczyć rownież Stary Ratusz Miejski / Antiga Casa da Câmara. Inaczej zwany Domem 24. A to dlatego, że niegdyś zbierało się w nim 24 przedstawicieli różnych cechów miejskich. Aktualnie punkt informacji turystycznej. Kilka kroków od Sé warto udać się na Calçada D. Pedro Pitões gdzie czeka na Was Wieża Średniowieczna / Torre Medieval do Porto.

Wychodząc z katedry kierujemy się na Most Ludwika I/ Ponte de Luis I, który łączy Porto z Vila Nova de Gaia. Właściwie zaczyna się kawałeczek za nią (górny poziom). Nie sposób przegapić. Samo przejście przez most jest dość wymagające, zwłaszcza dla osób z lękiem wysokości lub przestrzeni, jak kto woli. Można oczywiście przejechać metrem po moście, no ale jaka wtedy radość? Widok łapany przez szybę w sekundę? Słabo. Most robi nieprawdopodobne wrażenie. Widoki absolutnie powalają, no i ta świadomość, że właśnie przechodzisz jakieś 50 metrów na wodą. Ja się jarałam jak dziecko, choć to właśnie dziecko trzymało mnie za rękę i uspokajało 🙂

Łączna długość mostu 385,25 metrów, a waga 3045 ton. Projekt Téophile Seyrig’a wywodzącego się ze szkoły Gustave’a Eiffela. Budowa mostu rozpoczęła się w 1881 r. i trwała 5 lat.

Vila Nova de Gaia

Nie jest to dzielnica Porto, jak podaje wiele przewodników. Jest to odrębne miasto należące do dystryktu Wielkie Porto. To należy zapamiętać przed podróżą, bo Portugalczycy są wyczuleni 🙂

Zwiedzanie zaczęliśmy od klasztoru na Serra do Pilar/ Mosteiro da Serra Pilar. Nie ukrywam, że tym razem widoki na Porto wygrały odrobinę z historią i to właśnie na tym pierwszym się koncentrowaliśmy. Choć co nieco zapamiętaliśmy. Na przykład taka ciekawostka nawiązująca do dzielnych Polaków. Podczas wojny domowej w Portugalii ( 1828-34) klasztor był częstym celem ataków monarchistów, a jego obrońcy wykazali się dużą odwagą i wytrwałością. Po tamtych wydarzeniach, walczący nazwani zostali „Polacos da Serra”, czyli Polacy z Serra. Co miało być nawiązaniem do męstwa Polaków walczących w powstaniu listopadowym.

Po drugiej stronie Serra do Pilar polecamy Wam mega miejscówkę z najlepszym widokiem na Porto, choć przyznam, że pizza nie jest pizzą, tylko mrożonką jakąś, a cena powala. Ale widok robi swoje! Esplanada transparent – żeby nie było, że nie mówiłam, DROGO i niesmacznie, ale pięknie 🙂

No dobra teraz trzeba zjechać jakoś do tych piwnic z winem. My wybraliśmy opcję najłatwiejszą, ale i najfajniejszą. Czyli jedziemy kolejką linową/ Teléferico de Gaia. Widok obłędny, przeżycie przednie, choć nie tak skrajne jak w Lizbonie. Tutaj jest zdecydowanie krótsza przejażdżka i mam wrażenie, że jest ciut niżej. Zjeżdżamy na parter czyli Cais de Gaia i zaczynamy penetrację piwnic z winem Porto!

Bardzo zależało nam na Offley’u, niestety był zamknięty, ale dzięki temu dotarliśmy do przecudownego miejsca Croft Port Wine. Gorąco polecamy. Można potestować, pooglądać leżakujące wino w beczkach i dowiedzieć się trochę o procesie powstawania. Pięknie usytuowane, mega klimatyczne wnętrza i widok na Porto oraz inne piwnice z winem. Często w przewodnikach spotkaliśmy się z określeniem ” w Vila Nova de Gaia znajduje się wiele winnic…”.

Generalnie ciężko te miejsca jest nazwać winnicą, bo nie uprawiają tu winorośli, ani nie produkują wina. Są to po prostu magazyny, gdzie wino jest przechowywane, czeka na import, lub zwyczajnie czeka i pięknie się starzeje. Wiele z tych magazynów wyczuło interes w temacie i rozkręcili zakres usług do bardziej turystycznych. Czyli miejsce, które już przestaje być tylko magazynem, a staje się piwnicą z winem. Zapraszającą gości na degustację, krótką lekcję historyczną i oczywiście możliwość zakupu winka z beczki. Wszystko to w mega klimatycznych wnętrzach winnego Porto. Najbardziej znane piwnice w Porto : Taylor’s, Sandeman, Cálem, Kopke czy Offley Forrester.

Po dość obfitych degustacjach czas na jedzonko. Wybieramy się na nabrzeże czyli Cais de Gaia, gdzie przy promenadzie czeka sporo klimatycznych knajpek z cudownym widokiem na Ribeirę i górną część Porto. Ale chyba o tym, że to właśnie po tej stronie rzeki widok jest najmega, to pisałam, nie? 🙂 Restauracji niestety nie polecimy, bo smacznie nie było 🙁 Ale było ładnie, no i wino było :))))

Do Porto wracamy tym razem dolnym poziomem mostu Ludwika I. Widok, wiadomo już nie tak imponujący, ale wciąż na Porto 🙂 No i jaby tak spokojniej 🙂 Idziemy trochę na łatwiznę, choć bardziej traktujemy to jako odhaczenie wszystkich punktów z listy, czyli wybieramy powrót windą Funicular dos Guindais, którą znajdziecie kilka kroków na prawo od mostu. Jest to winda łącząca dzielnicę Ribeira z dzielnicą Batalha. Winda pokonuje różnicę wysokości na poziomi 61 m., a długość trasy wynosi 281 m. i zajmie ok. 3 minut.

Wychodząc z windy zwróćcie uwagę na pozostałości dawnych murów miejskich tzw. Murów Fernanda. W 1926r. ocalałe pozostałości wpisano na Listę Zabytków Narodowych w Portugalii. Stąd koniecznie udajcie się do kościoła św. Klrary/ Igreja de Santa Clara. Tyle złota w złocie jeszcze chyba nie wiedziałam. Ołtarz, sufit i nisze aż kipią od niego. Nic dziwnego, że jest uznany za najpiękniejszą świątynię barokową w Porto. Choć wcale nie o to złoto tu chodzi, bardziej o fakt, że zdobiony jest głównie techniką talha dourada, czyli złocenie drewnianych rzeźb. W XIX w. kościół został częściowo obrabowany przez wojska napoleońskie. Wychodząc z kościoła św. Klary wstąpcie do kaplicy Krawców/ Capela dos Alfaiates.

Kończymy ten dłuuuugi dzień serwując sobie spacer piękną choć odrobinkę  przereklamowaną Rua das Flores. Pierwsza wybrukowana ulica w Porto. Nazwa odnosi się do usytuowanych tu kiedyś ogrodów biskupich. Niegdyś ulica bogaczy, którzy właśnie przy tej ulicy stawiali swoje wille i pałace. Dzisiaj deptak oferujący kilka fajnych restauracji, zwłaszcza na placu przy krzyżówce Rua das Flores z Largo São Domingos ( a propos tej drugiej ulicy, pod nr.55 znajduje się najstarszy sklep papierniczy na świecie! Papelaria Araujo & Sobrinho).

Na Rua das Flores szczególnie polecamy restaurację Puro 4050. Świetna alternatywa dla tych, którzy zmęczyli się już portugalskimi smakami, a zatęsknili za włoskimi troszku. Świetny plac, często z muzyką… na żywo, przygrywaną… przez Pana siedzącego na ławce i grającego sobie na skrzypcach. Dodatkowo z widokiem na piękny kościół Miłosierdzia/ Igreja da Misericórdia. 

Jeśli chcecie zajrzeć do środka, sprawdźcie wcześniej godziny otwarcia. Niestety otwarty rzadziej niż rzadko. Idąc Rua das Flores w górę, koniecznie zwróćcie uwagę na antykwariat Alfarrabista João Soares pod nr. 40. Na najstarszy sklep z włóczkami nr.140, pozostający w rękach tej samej rodziny od pocztku istnienia, czy na jubilera z przepiękną elewacją pod nr 249.

Choć zobaczyliśmy wiele, wiem, że kilka miejsc nie udało nam się zobaczyć. Ale nadrobimy, niebawem 🙂 Proszę nie traktuj naszego wpisu dosłownie jako przewodnika. Zwróć uwagę na tytuł‚, a zwłaszcza na słowa: ” bardzo subiektywny przewodnik”. Proponujemy trzy trasy zwiedzania, które nam się logistycznie sprawdziły i było zawsze „po drodze”. Pamiętaj też, że wiele zależy od miejsca, w którym się zatrzymasz!

Jeśli natomiast spodobał Ci się post, śmiało, nie krępuj się i podaj dalej. Będzie nam mega megaśnie miło!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *