Podróżowanie z dzieckiem – jak to zrobić, żeby nie zwariować :)

Post, który obiecuję już od bardzo dawna, ale jakoś tak zawsze „coś ważniejszego” było do napisania. A to źle bardzo, oj źle. No bo przecież dzieci w temacie podróży to mega ważny temat jest. Dlatego poprawa jest i post właśnie o tym będzie.

 

Zaznaczyć na początku pragnę, żebyście mieli na uwadze fakt bardzo istotny. Otóż KAŻDE DZIECKO JEST INNE. Jeśli napiszę więc, że Młody nasz ogarnął bezproblemowo zagramaniczne wypady, a na Zojucie lot nie zrobił żadnego wrażenia, nie oznacza, że i tak będzie z Waszym Bobo. To działa oczywiście w drugą stronę. Jeśli napiszę, że Młody zachowuje się skandalicznie wręcz podczas odpraw, nie oznacza, że i Twoje dziecię będzie dramatyzowało.

Wszystko zależy od temperamentu, charakteru dziecka. Jak również od jego humoru, poziomu energii, stanu emocjonalnego mamy. Bo wiemy dobrze, że dziecko wyczuwa stres rodzica, tu prym wiedzie mama. Także ten, spokojnie mamuśka 🙂 I od wszystkich pozostałych okoliczności, których przewidzieć niestety się nie uda. Ale to może wydawać się oczywiste.

PODRÓŻ SAMOLOTEM

Dla nas osobiście najwygodniejsza opcja na dalszą podróż z dzieciakami. Nie krytykuję absolutnie tych, którzy decydują się na samochód. Podziwiam wręcz! My jednak pozostaniemy zwolennikami niebnego transportu. Bo szybko, bo sprawnie i tak jakby wygodniej.

Borys pierwszy swój lot zaliczył dość późno, bo miał skończone dwa latka. Zoja natomiast, miała 7 miesięcy podczas swojej pierwszej podróży do Porto. Nie mogło być inaczej, bo Lizbonę zwiedzała rok wcześniej, jeszcze z perspektywy mojego brzusia. W obu przypadkach loty absolutnie bezproblemowe. Młody bardzo lubi latać i do tej pory bardzo fascynują Go lądowania samolotu, choć wznoszenia również. Mam wrażenie, że na Młodej lot w ogóle nie zrobił wrażenia. Chciała to spała, nie chciała to nie spała. Trochę mleczka, trochę przytulasów, trochę spacerków i tyle w temacie.

Chciałabym teraz napisać co zrobić żeby lot z dzieckiem był bezproblemowy. Ale tak nie zrobię. Bo nie mogę Wam obiecać, że taki właśnie będzie. Nie jestem nawet pewna, że nasz kolejny taki będzie. Z dziećmi … nigdy nie wiadomo, ale to już wiecie 🙂

CO MY ROBIMY, ŻEBY BYŁO BEZPROBLEMOWO I O CZYM ZAWSZE PAMIĘTAMY. KILKA RAD 🙂

  • Bądźcie na lotnisku nawet 2,5 h przed odlotem. Podróżując z dziećmi to ważna kwestia. Bo to siusiu, bo kolejka do odprawy długa. Nie wspominając już o samej opcji przejścia przez bramki z niemowlakiem na rękach, który dopiero co zasnął.
  • Pamiętaj, że możesz zabrać na pokład słoiczki dla bobusia, a nawet zrobione już mleko. Mogą Cię jedynie poprosić o spróbowanie czy to mleko naprawdę nim jest. Jedyne co musisz zrobić to spakować wszystkie słoiczki, mleka i inne produkty spożywcze w specjalne woreczki zamykane na zip. A to wszystko możesz spakować do podręcznej torby, która przysługuje maluchowi. Musisz jednak sprawdzić dokładne wymiary u przewoźnika jakim zamierzasz podróżować.
  • Wózek możesz mieć do samego wejścia na pokład samolotu. Oddajesz go dopiero przy schodach, a on zostanie umieszczony w luku bagażowym.
  • Pierwszeństwo wejścia na pokład z dziećmi jest możliwy, ale niestety nie wszędzie. W Portugalii zostaliśmy poproszeni o przejście bez kolejki ( bardzo polecamy Portugalię na pierwszą, a nawet 10 podróż z dzieckiem. Oni są niemożliwi pod tym względem. Matka i dziecko dla nich to świętość. Więcej o Portugalii TU.) W Polsce natomiast nie było ulgi i czekaliśmy grzecznie w kolejce.
  • Niemowlęta (czyli dzieci do lat 2 wg linii lotniczych) wbrew częstym informacjom wcale nie podróżują za darmo! Ceny biletów, różnią się w zależności od linii lotniczych. Np. w tanich liniach Ryanair bilet dla niemowlaka kosztuje 120 zł niezależnie od destynacji. A tak właściwie nie płaci się za bilet. Jest to opłata lotniskowa nazwana potocznie „biletem”. Przed podróżą warto dokładnie sprawdzić ile konkretnie zapłacicie za dziecko, bo każdy przewoźnik ma inne ceny.
  • Niemowle podróżuje na kolanach jednego z rodzica i takie miejsce musisz wybrać przy wyborze biletów. Miejsce jest bezpłatne i oznaczone jako miejsce dla rodzica z dzieckiem. Przy wejściu do samolotu dostaniesz pas, który przypinasz do swojego i zapinasz dziecko. Niemowlaczek siedzi na Twoich kolanach przodem do kierunku „jazdy”- by się chciało napisać 🙂 lotu, oczywiście. Podczas startu, lądowania oraz turbulencji będziesz proszona/y aby przypiąć dziecko do siebie. Nawet śpiące. Nie ryzykuj i zrób o co proszą. Safety first!

  • Jeśli zależy Ci aby było bardziej komfortowo możesz zabrać ze sobą fotelik samochodowy na pokład samolotu. Musisz wówczas wykupić dodatkowe miejsce w samolocie i sprawdzić dokładne wymagania linii lotniczych, którymi zamierzasz podróżować. Wiem, że Ryanair ma szczególne wymagania co do fotelika i ciężko go dostać, bo musi mieć specjalny certyfikat potwierdzający przystosowanie do podróży liniami lotniczymi i określone wymiary. Gdy już taki posiadasz, dziecko w takim foteliku traktowane jest jako „dorosły” pasażer i posiada swoje osobne miejsce. Wtedy Ty masz wolne kolana i ręce 🙂
  • W przypadku lotów długodystansowych  lub międzykontynentalnych możesz poprosić o łóżeczko/kołyskę, która montowana jest na ścianie. Lepiej jednak wcześniej sobie złożyć na nią rezerwację, bo z tego co wiem ilość jest ograniczona.
  • Jeśli karmisz piersią dobrze będzie jeśli przystawisz do piersi na czas startu i lądowania, jeśli nie, przygotuj sobie butelkę z mleczkiem na ten czas. O wrzątek śmiało możesz poprosić stewardessy. To zminimalizuje dyskomfort i ból tych maleńkich uszu.
  • Na pokład samolotu zabierz to samo co bierzesz na dłuższy spacer tylko razy trzy. Pieluszki i mokre chusteczki to podstawa. Ciuszki na przebranie w razie jakiejś niekontrolowanej eksplozji. Pieluszki tetrowe/muślinowe/bambusowe czy jakie tam jeszcze używacie też absolutny must.
  • Kocyk, a nawet dwa. Przyda się, klima w samolocie potrafi zrobić swoje.
  • Smoczki, conajmniej dwa i tu bardzo, ale to bardzo polecamy przenośny sterylizator do smoczków. Mega się sprawdza w podróżach. My mamy firmy Duccio. Ma opcję podłączenia do kontaktu, ale przede wszystkim działa na baterię.
  • Antybakteryjny żel do rąk dla niemowląt i dzieci. Dorośli też mogą skorzystać 🙂 Ktoś musi dzieciom dać przykład, nie?
  • Zabaaaaaaaawki. Nie za dużo. Kilka, trzy, cztery. Najlepiej ulubione, te które wywołują największy uśmiech na twarzy bobasa. Choć szczerze przyznam, że w naszym przypadku najlepszymi zabawkami były wcale nie te nasze, ale wszystko co wkoło, wraz z nosem współpasażera.
  • Nie bój się chodzić z maluchem po samolocie. To zrozumiałe, że bobo nie chce siedzieć kilku godzin na kolanach w bezruchu. Pokaż mu samolot, przechadzaj się korytarzem, nawet jeśli komuś może się to nie podobać. Macie do tego prawo, pod warunkiem, że nie palą się światła „zapiąć pasy”.
  • Nie denerwuj się na zapas, a najlepiej wcale 🙂 Wiesz dobrze, że dziecko to czuje i może mu się udzielić, a wtedy koncert murowany i stres jeszcze większy bo gapiów będzie nadmiar. Zachowuj się tak jakbyś wsiadała do pociągu/autobusu czy auta. Zwykła normalna podróż. Jedyny minus jest taki, że nie masz wózka, cała reszta bez zmian. Choć wiem, że w niektórych liniach wózki są akceptowane na pokładzie, muszą jedynie być wymiarów bagażu podręcznego.
  • Pamiętaj, że przewiniesz dziecko w toalecie. Toaleta zalicza się do tych zdecydowanie dużo za małych, zwłaszcza jeśli chodzi o przewijanie malucha. Dlatego przygotuj się dobrze i miej najlepiej wszystko w jednej małej torebce, tak żeby nie brać ze sobą całego bagażu podręcznego. Tam naprawdę nie ma na to miejsca.
  • Po wylądowaniu dobrze jest zaczekać aż wszyscy podróżujący opuszczą samolot. Masz wtedy znacznie więcej miejsca żeby ubrać malucha, spakować wszystko co porozrzucane dookoła, ale przede wszystkim dlatego, że nie musisz potem czekać na bagaż, zwłaszcza w przypadku śpiącego dziecka.

To co lecimy dalej? Wszystko opanowanie, mam nadzieję? 🙂

PODBIJAMY ZAGRANICĘ Z DZIECKIEM – CO ROBIĆ?

Przede wszystkim wyluzować i cieszyć się tym, że wyjechaliście! Nie rób nic na siłę. Jeśli widzisz, że dziecko już niekoniecznie ogarnia zwiedzanie kolejnej katedry, odpuść, to nie wyścig. Postaraj się znaleść jakieś dziecio-friendly kawiarnie, restauracje i place zabaw. Zrób to najlepiej przed wyjazdem, żeby już na miejscu nie marnować czasu. Poszperaj na blogach podróżniczych – to fantastyczny zbiór wiedzy często doświadczonych w tej dziedzinie ludzi. Ich wskazówki i polecenia mogą okazać się zbawienne.

Jeśli podróżujesz z niemowlakiem masz ten plus, że zwiedzasz kiedy maluch śpi, zatrzymujesz się w restauracji kiedy bobo chce jeść i znów zwiedzasz, no bo po amu przecież drzemka musi być 🙂 Ewentualnie jakiś park plus kocyk i raczkowanko, a Ty chwila relaksu i dalsze planowanie.

Jeśli podróżujesz ze starszakiem, to wszystko zależy od jego możliwości i wytrwałości. Ile przejdzie, co go interesuje i w jakim jest humorze – najważniejsze! Ze starszakiem można naprawdę wiele, ale można też się nieźle napocić. Czasem nawet bardziej niż z takim „kilkumiesięczniakiem”.

JAK MY TO ROBIMY

Tak jak wyżej 🙂 Bez spiny, na luzie. Zwiedzaning zaczynamy zawsze na drzemce Młodej. Mamy wtedy ok. 2 h czasu na zaliczenie kilku ciekawych miejsc. Wybieramy wtedy te, które można zwiedzić z wózkiem. Wiem, nie każde dziecko się do tego nadaje. Np. z małym Borysem ta opcja by nie przeszła. Latająca mucha była w stanie go zbudzić, a co dopiero dzwony bijące w kościele, który akurat zwiedzamy. Z Zojutą jest całkowicie inaczej, co daje nam większe pole manewru.

Ty najlepiej znasz swoje dziecko, dlatego dzień zaplanuj dokładnie. Weź pod uwagę czas spania, jedzenia i chęci zabawy, czy innej aktywności, jakie Twoje dziecko potrzebuje i ułóż pod to plan dnia. To bardzo pomocna sprawa. Pomaga uniknąć rozczarowania już na miejscu, gdy wchodzicie do muzeum, na którym Wam zależało podczas drzemki dzieciątka, a tam się okazuje, że z wózkami nie można. No przecież nie wyjmiesz i nie rozbudzisz smacznie śpiącego bobo. Niefajnie stracony czas na szukanie czegoś zastępczego do zobaczenia w pobliżu. A wiadomo jak to jest z zastępstwami … niefajnie. Dlatego oszczędź Wam tego i zaplanuj szybciej.

Główny fundament naszych wyjazdów to plan, plan, plan !!! Nie wyjadę na lotnisko bez planu. Muszę mieć opracowany każdy dzień, punkt po punkcie. Oczywiście widełki są i często nawet z nich korzystamy, ale z tym naszym planem, czujemy się bezpieczniejsi, a na pewno już pewniejsi. Najważniejsze jest to, że on się sprawdza, a my nie czujemy się jak takie zagubione owieczki w obcym mieście.

Jeśli chodzi o naszego zaprawionego już w boju „starszaka” (Borys 4,5 ), to sprawa wygląda następująco. Młody ogarnia bardziej niż sobie wymarzyliśmy. Często słyszymy „dżizas nasz Młody by nie ogarnął”, albo „jak Wy to robicie, że Młody daję radę tyle przejść?”.

Szczerze, robimy nic. Nie ma przekupstw, nie ma obiecanek, że jak przejdziesz to dostaniesz, albo będzie to czy owo. Nie. Jedyne czym Go rzeczywiście możemy trochę motywować do kilometrów na nogach to jakaś zabawa, np. „kto pierwszy znajdzie …” albo „zgadnij co widzę …”. Dowolność w tych zabawach nie zna granic. Podczas naszej ostatniej podróży do Włoch, a był to czas Świat Wielkanocnych, bawiliśmy się w szukanie czekoladowych jajeczek porozrzucanych po całym Bergamo. Młody dał radę na maksa, choć za czekoladą nie przepada, zrobił mega trasę. I znów odniosę się do hasła przewodniego „Ty najlepiej znasz swoje dziecko”. Pamiętaj o Jego potrzebach, możliwościach i radochach. A wtedy możecie razem naprawdę dużo, nie tylko w podróży !

Oczywiście nie ruszamy się bez zabawek, nigdzie, ale to nigdzie !!! Młody sam wybiera sobie zabawki, które chce zabrać. Zawsze nimi są autka ‚ofkors’ 🙂 Często nam to ratuje dzień. A to w przydługiej kolejce do muzeum, a to w Katedrze. Tak, nasz syn bawi się autkami w Kościołach, Katedrach i innych muzeach. I nikt do tej pory nie zwrócił nam uwagi. Umówmy się, ciężko wymagać od czterolatka pełnego zafascynowania historią, kulturą czy sztuką. Dlatego pozwólmy dzieciom być dziećmi niezależnie od miejsca, w którym się znajdujmy. Wierze, że to zaprocentuje.

O CZYM NALEŻY PAMIĘTAĆ PRZED WYJAZDEM

  • dowód osobisty dla dziecka – primo! Złóż wniosek co najmniej miesiąc przed planowanym wyjazdem, a najlepiej jeszcze wcześniej. Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć,
  • wykup rodzinne ubezpieczenie !!!
  • zrób listę rzeczy, które musisz zabrać. Pamiętaj o słoiczkach, mlekach, kaszkach czy pamperach. Nigdy nie wiesz, czy na miejscu dostaniesz takie same. Jeśli Twoje dziecię ma ulubione smaki, a tam ich nie znajdziesz będzie słabo, a po co 🙂
  • przed wyjazdem odwiedź kontrolnie pediatrę, czy nie widzi przeciwskazań do podróży,
  • zaopatrz się w leki na w razie „W”. My nie ruszamy się bez Pedicetamolu, Nurofenu, syropu islandzkiego, fenistilu, probiotyku, soli fizjologicznej, orsalitu lub innych elektrolitów, no i oczywiście bez naszego najlepszego przyjaciela – nebulizatora !!! A przy wyjazdach jesiennych mamy w apteczce, która wielkością przypomina bagaż podręczny, nawet pulmicort. No i wszelkiej maści witaminki. Dodatkowo gruszka, frida, czy czym tam jeszcze odciągacie smarkole. Nam się mega sprawdziła odciągaczka na baterie, dostępna w aptece. Idealna na podróż z maluchem. O termometrze nie muszę pisać?! 🙂 Pozwoliłam sobie wymienić nazwy leków, choć nie jest to post sponsorowany, zaznaczam tylko 🙂
  • sprawdź gdzie w pobliżu Waszego miejsca docelowego znajdziesz pediatrę,
  • pamiętaj o kremach z filtrami jeśli jedziesz w ciepełko,
  • jeśli wybierasz się w bardziej egzotyczne kierunki, skonsultuj się z lekarzem prowadzącym i zapytaj o wymagane szczepienia!!!

NAJWAŻNIEJSZE !!!

Podróże z dzieckiem to nie wylegiwanie się na plaży z drineczkiem z parasolką. To też nie imprezowanie do świtu w klubach z pianą. A na pewno już nie wysypianie się do południa.

To coś znacznie FAJNIEJSZEGO!

Podróżowanie z dzieckiem to uczenie go świata. To radocha, kiedy widzisz jak bardzo nie ma znaczenia dla Twojego dziecka kolor skóry, różnice kulturowe i  językowe podczas zabawy z innymi dziećmi. To duma, gdy widzisz jak stara się wymówić podstawowe zwroty grzecznościowe w obcym języku. To milion wspomnień i szczęścia, gdy się okazuje, że Twój czterolatek tak dużo pamięta z ostatniego, a nawet pierwszego wyjazdu.

To jedna z najpiękniejszych rzeczy – móc pokazywać mu jak piękny jest świat.

Choć oczywiście bywa i tak :)))

Jeśli spodobał Ci się post, albo co najważniejsze przydał, będzie nam miło jak podasz go dalej 🙂

Powodzenia i samych wspaniałych wojaży 🙂

You may also like

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *