KRETA – Stolica wyspy oraz greckie Saint-Tropez

Do stolicy Krety – Heraklionu z hotelu mamy stosunkowo niedaleko ( ok. 50 km) więc decydujemy się na tą wycieczkę po południu.
Wszyscy jesteśmy lekko zmęczeni intensywnością dni poprzednich i robimy sobie kilka godzin przerwy, tym razem ciesząc się błękitem nieba i żarem słońca.

Heraklion

Do stolicy Krety docieramy około godziny 15 i zaczynamy od średniowiecznej fortecy weneckiej Rocca al Mare, która mieści się w porcie.
Zdecydowanie warto wydać kilka euro i wejść. Wewnątrz historia miasta Heraklion, maleńka sala kinowa oraz muzeum z eksponatami znalezionymi w samej fortyfikacji jak i okolicach miasta. Widok z góry na miasto i port robi niesamowite wrażenie.
Fontannę Morosini znajdujemy całkiem przypadkiem, a raczej Borys ją znajduje podczas spaceru. Dookoła sporo przyjemnych knajpek, wybieramy tą najbliżej fontanny . Znając już dobrze swoje dziecko wiemy, że to pozwoli nam na chwilę oddechu,  a młodemu sprawi ogromną radość,  ponieważ uwielbia wszystko co związane jest z wodą.
Będąc w Heraklionie, warto zajrzeć na plac trzech świątyń – Platia Agia Ekaterinis. Znajduje się tam malutki kościółek Agios Minas, Agia Ekaternis oraz katedra. Widok trzech kościołów stojących obok siebie należy raczej do niecodziennych 🙂
Miasto Heraklion znacznie różni się od pozostałych miast jakie do tej pory zwiedziliśmy.
Jest zdecydowanie bardziej nowoczesne i europejskie. Sklepiki z  tanimi souvenirami typu ”made in China” zastępują ekskluzywne butiki z modą i biżuterią, a zamiast tawern pojawia się więcej ‚dizajnerskich’ knajpek  i restauracji.
Pod koniec dnia serwujemy sobie jeszcze 20 min stania w kolejce po lody DaVinci Gelato. Próbowaliśmy to zrobić wcześniej, ale ilość osób oczekujących nas lekko odstraszyła. Teraz się nie damy. Stoimy.
Oj, było warto.

Pałac w Knossos

Jest dość gorąco, zresztą w takich miejscach zawsze jest gorąco. Pałac na wzgórzu, wszystko na otwartej przestrzeni przy 30 st celsjusza to jak ma nie być gorąco 🙂
Warto zabrać kapelusz i wodę:)
Pałac zwany inaczej labiryntem tysiąca pomieszczeń budowany był przez ok. 300 lat od roku 1700 p.n.e. Znajdowało się tam ok. 1300 pomieszczeń, teatr oraz magazyny.
Należymy raczej do tych, których kręcą takie miejsca i nie ukrywam, że nastawiliśmy się na jakieś ‚wow’. Niestety, poza salą tronową ( 20 min. stania w kolejce, tylko po to, aby zobaczyć tron, a przed nim misę), pałac nie oferuje nic więcej.
Chodzimy po pustym tak właściwie placu, który niegdyś był labiryntem . Żadnych eksponatów ani replik. A szkoda. Miejsce mogłoby znacznie zyskać.

Agios Nicolaos

Nie ukrywam, że z tym miejscem wiązałam głębokie nadzieje. Nastawiałam się, że będzie to drugie Lindos na Rodos. Maleńkie białe miasteczko z niebieskimi okiennicami  zwane również miastem kapitańskim. Ale nie przypominało Lindos. W ogóle nie było podobne.  Jednak zakochałam się, gdy tylko wysiedliśmy z auta. Wychodzimy z bocznej uliczki, gdzie zostawiliśmy samochód i naszym oczom ukazuje się błękit wody z setką białych jachtów. Patrząc w drugą stronę widzimy dokładnie to samo.  Nie bez powodu Agios Nikolaos nazywają greckim Saint- Tropez.
Kierujemy się uliczką w dół, potem w górę i znów w dół ( swoją drogą bardziej przypomina mi San Francisco z racji ukształtowania terenu ) i docieramy nad jezioro Voulismeni.  Legenda głosi, że kąpała się w nim sama bogini Atena. Widok niemożliwy. Po jednej stronie, strome skały wpadające do jeziora i kilka starych, obdrapanych kutrów rybackich,  po drugiej natomiast klimatyczne, kolorowe knajpki serwujące najlepsze kalmary jakie jadłam w życiu!!!
Idąc w drugą stronę deptakiem wzdłuż restauracji, kafejek, ekskluzywnych butików i straganów z pamiątkami dochodzimy do zatoki Mirabello, co oznacza piękny widok. Rzeczywiście taki jest.  Piaszczysta plaża z przeźroczystą, cieplutką wodą i nadmorska promenada z restauracjami.
Wybieramy miejsce na obiad, oczywiście to najbliżej wody 🙂 Kyma Mezedopolio – Ouzeri znajduje się na samej plaży Ammos Bech i serwuje wspaniałe owoce morza. Borys szaleje w wodzie podczas gdy my chłodzimy się pod parasolem czekając na obiadek.  Tak, dziecko w wodzie, a rodzice siedzą w restauracji 🙂
Odległość między nami wynosiła niespełna pół metra 🙂
Nie chciałam  wyjeżdżać z Agios Nikolaos . To właśnie w tym miejscu poczułam Grecję najbardziej. Miasto o współczesnym wyglądzie, trochę nowoczesne, jednak nieprzesadnie. Malownicza sceneria białych domów pomiędzy jeziorem, a zatoką Mirabello.
Będąc w Agios Nikolaos warto zajrzeć do Muzeum Folkloru, który znajduje się w pobliżu jeziora Voulismeni.

Jaskina Dikte

Tym razem nie mogliśmy nie trafić. Wyjeżdżając z Agios Nikolaos wytężałam wzrok na drogowskazy i nawigację, żeby tylko nie przegapić. Wiedziałam jak bardzo Mariuszowi na tym zależy. Poza tym obiecałam, że ją  zobaczymy.
Od greckiego Saint-Tropez do jaskini Dikte jechaliśmy jakąś godzinkę. Robiło się już nerwowo.  Wiedzieliśmy, że jaskinia czynna jest do godziny 20:00,  a my wyjechaliśmy po 18. Zaledwie 45 minut przed zamknięciem wjeżdżamy na parking, który mieści się jakieś 300 metrów od wejścia. Niestety, jak to najczęściej na greckich wyspach bywa, żeby zobaczyć coś niezwykłego trzeba się najpierw trochę pomęczyć. Tym razem jest tak samo.
Te 300 metrów to pionowy szlak w górę wyłożony kamieniami, a raczej nierównymi kamlotami. Ostatnie 100 metrów jest bardziej niż strome.
Zbliża się 20:00, a ja czarno to widzę, do tego zmęczony i już trochę marudzący Borys. Obawiam się, że gdy dojdziemy będzie już za późno i  nie wpuszczą nas do środka. Ufff,  jesteśmy przed kasą o 19: 40 i dostajemy bilety!!!! Wow!!
Radość na twarzy małżona jest bezcenna. Jest jeszcze jedna fajna sprawa, jak nie najfajniejsza. Cała jaskinia jest tylko dla nas. Nie ma już żadnych turystów. Jest ciemno, cicho i baaaaardzo zimno. Borys postanawia jednak przerwać tą ciszę, wołając nietoperze „nietopezki, nietopezki gdzie jesteście” albo wykrzykując „jak tu pięknieeeeeee….”
Do wnętrza schodzi się ‚ cywilizowanymi’ ale dość stromymi i śliskimi schodami. Jaskinia jest pięknie oświetlona. Czuć w niej potęgę. Mistycyzm.
Choć nie jestem takim ‚krejzolem’ jak Mario na punkcie jaskiń, świątyń i zamczysk to tym miejscem byłam naprawdę zachwycona. Robi ogromne wrażenie.
Jeśli zdecydujecie się na wejście , spróbujcie wybrać się chwilę przed 20:00 żeby być z nią sam na sam.
Wejście 8 euro/os.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *