Górska Osada- dziecięce marzenia o Świętach…

Odkąd pamiętam marzyłam o spędzeniu Świąt w małym drewnianym domku, koniecznie z kominkiem i koniecznie w górach. Marzyłam o kilogramach śniegu za oknem, Świętym Mikołaju z pełnym worem i kuligu z pochodniami. Brzmi znajomo?

Raz odważyłam się spędzić Święta poza domem. Wybraliśmy się wtedy w podróż do Stanów Zjednoczonych. Było pięknie, bardzo biało i tak jak to amerykańskie filmy obrazują. Miliony lampek, wszędzie świąteczne przygrywajki, kolędnicy na ulicach ale zabrakło RODZINY, tej najbliższej. Ciężko to przeżyłam i obiecałam sobie, że nigdy więcej. Czyli marzenia o domku w górach w czasie bożonarodzeniowym odpadły z automatu. Na szczęście istnieje jeszcze coś takiego jak czas okołoświąteczny (niekoniecznie czas samych Świat) i to uratowało moje marzenia.

A teraz zamknij oczy i pomyśl o swoim domku z marzeń. Gdzieś w górach, gdzieś gdzie jest biało (zimno tylko za oknem), a w tle przygrywa „White Christmas” …

Górska Osada

To właśnie tu spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa. Wszystko się zgadzało. Drewniany domek z kominkiem, czuć w nim było jeszcze duch Świąt. Mróz dochodzący do 25 stopni C, biały puch skrzypiący pod butami i sporo grzanego wina.

Do Górskiej Osady przyjechaliśmy w drugiej połowie stycznia. Bardzo mi zależało na tym terminie. Chciałam trochę oszukać czas, przedłużyć Święta, lub przeżyć je ponownie. No i się udało, ponieważ tutaj czas się zatrzymał i Święta trwają do końca lutego. Świąteczny wystrój, mikołaje, lampki, choinka i ta atmosfera. Bajka.

Górska Osada to maleńka … no właśnie, osada 🙂 Składająca się z pięciu niebywale klimatycznych dwupiętrowych drewnianych domków w Poroninie. Każdy z nich ma swoją nazwę: Mniszowy Zapiecek (to nasz), Ostomiły, Zawaterniok, Luxury Gronostaj oraz Luxury Ornacki. Pierwsze trzy są mniejszymi domkami 68 m2, składającymi się z salonu z aneksem kuchennym (świetnie wyposażonym, z resztą) i kominkiem na parterze oraz dwoma sypialniami na piętrze. Mogą pomieścić 6 osób dorosłych plus dwójkę szkrabów. Tak, dwie sypialnie, ale kanapa w salonie jest rozkładana 🙂 Przyznam, że sama miałam ochotę się tam przetransportować. Spać tak przy kominku, cieplutko, milutko i ten odgłos trzaskającego drewna w kominku przy tym mrozie 🙂  Dwa ostatnie natomiast, to chatki bardziej luksusowe, z trzema sypialniami na piętrze, no i znacznie większą powierzchnią, 88 m2. W każdym z domków jest przedsionek, a właściwie miejsce na sprzęt narciarski oraz taras z widokiem 🙂 Bo w górach wszędzie jest widok, i to nie byle jaki.

Górska osada to niebywale magiczne, ciepłe i klimatyczne miejsce. Dbałość o szczegóły widać na każdym kroku. Na półkach siedzą szare małe misie, nad kominkiem zwisają nogi mikołajów, w świecznikach płoną czerwone zapachowe świece, a choinka błyszczy się tysiącem światełek.

Dla dzieci

Górska osada jest bardzo przyjazna dzieciom. Na terenie osady jest całkiem fajny, drewniany plac zabaw. Huśtawka, zjeżdżalnia, drewniany domek oraz masa zabawek do piaskownicy. Do wypożyczenia sanki bez opłaty, a w domku krzesełko do karmienia, łóżeczko turystyczne, zabezpieczenia do kontaktów oraz barierka na schody.

Kuchnia

Tak jak pisałam sama kuchnia w domku jest świetnie wyposażona i właściwie nie ma potrzeby stołować się w knajpach, chyba że ktoś lubi tak jak my 🙂 Polecamy, z resztą polecanego też przez Górską Osadę, U Studniara – wspaniałe pierogi, pizza z oscypkiem i wszystko co tam w karcie mają 🙂 No i obowiązkowo Panią Magdę Gessler – Schronisko Smaków, smacznie, fajnie i bardzo stołówkowo, co podobało mi się chyba najbardziej 🙂

Atrakcje

W górach atrakcją są już same góry, więc nie trzeba zbytecznie wymyślać i się pocić. Zimą to już w ogóle petarda. Sanki, narty, ognisko i kulig. No właśnie, kulig. W Górskiej Osadzie jest możliwość zamówienia kuligu spod domku na ok. 2 godzinki. Bardzo fajna sprawa. Mieliśmy do dyspozycji całe sanie, do tego termos z herbatka z prądem plus herbatka dla dziecka czyli czysta 🙂 dodatkowo po przyjeździe pod domek czekało już rozpalone dla nas ognicho z kiełbaskami, pieczywem i kolejnymi litrami pysznej herbatki. I tak kulig z dwóch godzin przeciągnął się do prawie czterech. Ogromnym plusem była lokalizacja ogniska – tuż przy placu zabaw co pozwoliło nam dalej biesiadować, tym samym nie tracąc uśmiechu na twarzy naszego najmłodszego 🙂

Atrakcji w okolicy jest dużo, jak nie bardzo. Nie będę rozpisywała się o Krupówkach, Banii czy Małym Cichym. Jest co robić, nawet dla nie-narciarzy. Góry, śnieg, sanki, nalewka do kieszeni i uśmiech na twarzy. Przecież o to chodzi, poczujmy w sobie dziecko 🙂

Serdecznie Wam polecamy!!!  Jeśli to miejsce okazało się być tym, które widziałaś/eś gdy zamknęłaś/zamknąłeś oczy, spraw aby marzenie przestało nim być.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *